Reklama
skarpety sportowe
daemon tools
mały zus
obrazki
Cities XL
domeny
mp3
aerobic bielsko
A A A

Lamowie

Niewiele wiadomo o sztukach walki Tybetu, choć jest pewne, że ten potężny niegdyś kraj, sięgający w chwilach największego rozkwitu od państwa Haruna ar-Raszida niemal do samej Mongolii i Korei, którego militarna siła praktycznie przecięła Chiny na dwie części, oddzielając je od siebie — musiał posiadać doskonale wyszkolonych żołnierzy. Piszą o tym historycy, sławiąc hart ducha i umiejętności bojowe Tybetańczyków. Lansowany na Zachodzie Styl Lamy propaguje kilku amerykańskich ekspertów, bardziej modnych niż znających się na rzeczy, a tytuły ich prac (Tibetan Kung Fu, Lama Kung Fu itp.) świadczą, że wywodzą oni ten system walki wręcz i związane z nim bronie z Chin, jego obecność w Tybecie uważając za rzecz wtórną. Materiał nagromadzony we wspomnianych opracowaniach pochodzi z terenów rdzennie chińskich, a praktyka bojowa rozpatrywana jest w oparciu o tradycyjne kategorie myśli starochińskiej. Taki pogląd wydaje się nieprzekonujący. Wiadomo bowiem, że lamaizm rozlewał się po Azji Środkowej, zyskując silne wpływy w Chinach, Mongolii, Korei, na Syberii, ale jego źródłem były tereny Tybetu. Kultura tybetańska duchowo ciążyła ku Indiom. I choć hordy tybetańskie zapuszczały się czasami aż na równinę Gangesu, stosunki między Indiami a Tybetem w gruncie rzeczy nie były wrogie i można mówić o „duchowej kolonizacji". Zasadniczym za­grożeniem były zaś właśnie Chiny. Trudno wiec przypuszczać, by Tybetańczycy uczyli się sekretów walki od swych odwiecznych wrogów, by ich zaskakiwać ich własną taktyką czy techniką. Sama nazwa i wyodrębnienie bardzo tajemniczego systemu spośród innych stylów kung fu świadczyć może o tybetańskich początkach Stylu Lamy. Świadczyć może o tym również szereg szczegółów zawartych w pracy Tibetan Kung Fu A. Andersona, charakterystycznych dla tybetańsko-indyjskiego kręgu kulturowego. Wystarczy przypomnieć choćby o różnego typu transach, o se­kretach masażu i lecznictwa charakterystycznych dla indyjskiej ludowej jogi. Autor książki opowiada na przykład, że w czasach skrajnej nędzy jeden z mistrzów Stylu Lamy sprzedawał amerykańskim marynarzom lek na tłuczone rany. Przypływał łodzią pod burty okrętów stojących na redzie w Hongkongu i uderzał się żelaznym łańcuchem po rękach tak długo, aż opuchły i poczerniały. Wówczas smarował je tajemniczą maścią. Skutek był natychmiastowy, opuchliz­na znikała po kilku minutach.Jest przy tym ważne, że w omawianej pracy nie ma żadnego śladu znajomości tybetańskiej tradycji. Wszelkie interpretacje faktów wiążą się z chińskim terenem. Pozostaje jednak tytuł Tybetańskie kung fu i szereg faktów za­stanawiających każdego znawcę Tybetu. Badając opracowania wielkich tybetologów, zetknąłem się z dwoma zasad­niczymi rysami analizowanej przez nich kultury. W książce Fakke Sierksmy Tibet's Terrifying Deities podkreśla się gwałtowny, niesamowity, demoniczny charakter religii i sztuki, od świętych tańców poczynając, na przerażających maskach kończąc. Łagodni indyjscy bogowie przybierają w Tybecie przerażające formy, a uczeni tłumaczą ów proces specyfiką klimatu i krajobrazu. Wystarczy tylko posłuchać wycia wichru w górach i odtwarzającego je mruczenia lamaj-skich mistyków, by zrozumieć, o co owym pisarzom chodzi.Drugim rysem tradycji tybetańskiej jest fascynacja mocą, obsesja magii wytwarzania energii. Opisy podróżników, rzadko docierających dawniej do Tybetu, przedstawiają ten kraj jako rodzaj „reaktora energii". Od zwykłego do najwyższego lamy — wszyscy uczestniczą w różnego rodzaju rytuałach, a owym procesem przypominającym czasami magiczny generator mocy kieruje głowa państwa, dalajlama. Stąd właśnie każdy system walki wywodzący się z kręgu tybetańskiej tradycji, pełnej wielkich magów, szamańskiej w najgłębszej naturze, charakteryzuje ukierunkowanie na problem energii, ścisły związek z magią. Cała kultura fizyczna Tybetu jest unikatowa, jedyna w swoim rodzaju, tak zresztą jak klimat i krajobraz.