KYUDO
Sztuka kendo jest niezwykle widowiskowa, jako teatr sam w sobie w najwyższym stopniu nadaje się do propagowania. Jest jednocześnie teatrem misteryj-nym; każdy z praktykujących silnie przeżywa poznawane stopniowo sekrety. Kendo staje się w ten sposób nie tylko niezwykle atrakcyjną nauką orientalnej samoobrony, bramą do wiedzy o Wschodzie dawnym i wielkim, ale i supernowoczesną propozycją alternatywnej, bo uduchowionej, kultury fizycznej, zrywającej z ruchem pojętym mechanicznie, izolowanym od nerwów i emocji, oddzielonym od procesów poznawania i doświadczania świata. Owa paradok-salność charakteru kendo, w przeszłości szukającego rozwiązania problemów nurtujących teraźniejszość, jest tajemnicą jego atrakcyjności dla europejskiej młodzieży.
Kyudo stanowi ekspozycję owego paradoksu w sposób jeszcze bardziej subtelny. Broń niegdyś służąca do zabijania staje się w drugiej połowie XX w. sposobem wystrzelenia w „sfery kosmiczne" samego siebie, tworzy drogę samorealizacji. Tak jak przycinanie pędów uszlachetnia winną latorośl, tak ścieżka medytacji, za przedmiot mająca łuk i strzałę, tworzyć ma w założeniu jednostkę zintegrowaną wewnętrznie na najwyższych psychicznych poziomach, twórczą i szlachetną, ze sztuki łuczniczej zrodzoną po raz drugi. Symbolem tego jest niezwykły obraz zawarty w orientalnych tańcach. Stojąca w pozycji „jaskółki" dziewczyna ręką trzyma łuk, nogą zaś napina cięciwę, sama się w ten sposób stając łucznikiem i strzałą zarazem.
W latach 20. do Tokio przybył dr Herrigel, nauczyciel niemieckiej filozofii. Ucząc japońskich studentów, zetknął się z buddyzmem zen. Gdy pragnął przeniknąć jego tajemnice, zyskał cenną radę: trzeba najpierw poznać „zen stosowany", to najlepsza droga, jeśli nie jedyna, do poznania zenu w ogóle. Zaczął więc praktykować sztukę łuczniczą pod kierunkiem autentycznego mistrza kyudo, co opisał później w jednej ze swych książek.
Ten tradycyjny rodzaj nauki ma za fundament przekonanie, że mistrz zna ucznia lepiej i lepiej go rozumie niż on sam siebie. W tym sensie pojmowane kyudo stanowi narodowe dziedzictwo przeszłości, sztukę studiowania prastarej tradycji, a ze względu na kontakt nie z przeciwnikiem żywym, ale z wyśmienitą dla celów kontemplacyjnych bronią, jest następnym po kendo krokiem w przeszłość Japonii, rozumianą niejako zbiór martwych, historycznych pamiątek, lecz jako żyjąca duchowość. Tak widziane kyudo jest więc bliższe nie sportowi, ale rytuałowi religijnemu, jego zaś sztuka nie może być traktowana jako praktyka cielesna, ale jako ćwiczenie ducha.
Słowa mistrzów w sposób enigmatyczny wskazują ku ludzkiemu wnętrzu. Stąd wywodzi się pozornie paradoksalny sposób przedstawiania łucznika jako łuku i strzały zarazem, by w dynamicznej akcji zjednoczenia z celem, połączenia podmiotu i przedmiotu, szukać nieruchomego centrum ruchu, usytuowanego poza wszelkim działaniem. W tej perspektywie strzelanie staje się niestrzelaniem i strzelaniem zarazem, a sztuka „nie-sztuką". Łucznik mknie ku celowi zamiast strzały, która staje się nim samym.
W tym wszystkim chodzi chyba o podkreślaną w jodze indyjskiego traktatu Bhagawadgita bezinteresowność czy też niekorzystanie z owoców akcji. „Kto potrafi strzelić z rogu sarny i futra żółwia, a umie trafić w sam środek z takiego łuku i strzały, tylko ten jest mistrzem prawdziwym — mistrzem niesztucznej sztuki". 23
W pewnym miejscu wywodów Herrigela są słowa do złudzenia przypominające fragmenty indyjskiej Gity. „Wszystko — czytamy w jego pracy Zen in the Art of Archery — zależy od wyzwolenia się z pęt i związków wytworzonych przez egotyzm JA, by dusza zatonęła w sobie, wynurzając się w swej nie nazwanej jeszcze pełni". 24 Metoda wyklucza napięcia dążenia intensywnego, agresję wobec celu uważając za rys destrukcyjny. Nie wystarcza jednak strzelanie automatyczne, jakby samo przez się. Celem łucznika nie jest bowiem tarcza, ale Budda. Liczy się nie owa bezwartościowa karta papieru, ale Wielka Doktryna.
Jakby przekreślając wszystko, co napisał, Herrigel stwierdza, że nauka owego „stosowanego zenu" odbywała się w subtelny, niepojęty sposób, prawie zawsze bez słów. „Gdy zaczynała się dla mnie zła seria i przestawałem trafiać, Mistrz niby od niechcenia brał łuk i oddawał z niego kilka strzałów. Poprawa była zaskakująca. Wydawało mi się bowiem, że zwrócony łuk naciągał się inaczej, chętniej — jak gdyby pojmował swą powinność".
Gdy Herrigel wdaje się w rozważania teoretyczne, przekreśla je jednym zdaniem: Tylko jedno jest pewne — łucznik strzela nie celując. Te słowa wskazują na konieczność eliminacji świadomości z całego procesu, oddanie miejsca automatyce intuicji.
Po 6 latach praktyki autor książki przeżył duchowy kryzys widząc, jak obraca się wniwecz cała jego uczona teoria. Gdy już wszystko wiedział o mechanice świadomości, podświadomości i motoryce ruchu, mistrz zaprowadził go do dojo w nocy i wystrzelił 5 strzał w kierunku niewidocznego w ciemnościach celu. Zdumiony Europejczyk pobiegł ku celowi i stanął bez słowa — wszystkie strzały tkwiły w tarczy.
Podobny efekt relacjonuje w wersji artystycznej twórca serialu „Szogun". Gdy nowo upieczony „samuraj", przybyły z Zachodu pirat, pragnie zmierzyć się w sztuce łuczniczej z miejscowym weteranem łuku, ten wypuszcza w papierową ścianę kilka strzał. Wybiegającym na ganek zapiera w piersiach dech. Wszystkie tkwią w wąskiej podpórce łączącej dach z balustradą werandy.
Zaopatrzona we wstęp słynnego eksperta zenu, profesora Suzukiego, książka Herrigela stała się bestsellerem dla kilku pokoleń romantyków, na Wyspach Japońskich sytuujących raj Utopii. Nostalgia za ulatującą przeszłością, zapominaną szybko w rytmie muzyki koparek i portowych syren, odrodziła czar wczorajszego dnia — sztukę łuku. Sceptyczni krytycy zarzucają owej pracy nasycenie niepoprawnym niemieckim idealizmem, nie ceniąc sobie ogromnego ładunku emocjonalnego poetyckiego obrazu łucznika przez wiele lat usiłującego trafić „duchowy cel". Porusza wyobraźnię nie sam opis, ale ukryta w archaicznej metodzie warstwa archetypiczna, wzorcowy model pasowania się z samym sobą, wielkie zawody pod nadzorem mistrza-szamana, eksperta ludzkiej transformacji. Wydaje się, że szczególnie cenna dla epoki nowoczesnej jest zawarta tam droga potęgowania mocy umysłu. W wieku bogatym w fizyczną, technicznie wytwarzalną energię rysuje się widmo braku techniki gromadzenia energii ludzkiego ducha. Jeszcze bardziej fascynująca jest wizja transferu różnych „mocy". Ową komunikację spirytualną opisuje Herrigel jako aksjomat treningu przesyconego klimatem zenu: „Poprzez najgłębszą koncentrację Mistrz przekazuje ducha swej sztuki swym uczniom. Długo o tym wątpiąc, doświadczyłem owej komunikacji umysłów na pewnym poziomie treningowej praktyki".26
Cała ta filozofia, nazwana przez Koestlera z przekąsem „mumbo-jumbo", jest tylko opisem sposobu dążenia do tego, co wydaje się niewiarygodne, ale sprawdzalne, bo widziane własnymi, pełnymi sceptycyzmu, lecz rejestrującymi niepodważalne fakty oczami.
Prawdziwi eksperci kyudo nie organizują wielkich zawodów. Ich występy są splecione z klimatem święta, a same czynności noszą piętno dostojnej modlitwy. Czasami jednak przedrze się przez ową surową medytację błysk cudowności godnej cyrkowego fakira. Zgromadzeni widzowie stają się świadkami sprawności łucznika przekraczającej ludzki wymiar. I wówczas zdają sobie sprawę, że łuk stawał się dla Japonii tarczą w chwili śmiertelnego niebezpieczeństwa.