KENDO
Przekazywana ustnie z pokolenia na pokolenie i spisana w latach 711—712 przez O-no Yasumaro, urzędnika cesarzowej Gemmei, starojapońska kronika Kojiki (Księga dawnych wydarzeń) tak rozpoczyna legendę o powstaniu pierwszych japońskich bóstw:
Duchy, które poczęły się w Przestworze Wysokich Niebios,
gdy niebo i ziemia dopiero się rozwijały, nazwano:
Pan Ogarniający Wszystko na Niebie,
dalej Najwyższa Święta Moc Życiodajna,
dalej Boska Moc Życiodajna.
Te trzy duchowe osoby
są duchami jednostkowymi
o niewidzialnych postaciach.
Po nich zrodziły się inne, także niewidzialne duchy nieba i dopiero para stwórców będąca prawzorem pierwszego małżeństwa, Izanagi (Duch Uśmierzający Szlachetne Łono) i Izanami (Duch Wzburzający Szlachetne Łono), zstąpiła na rozchybotaną i płynną jeszcze ziemię, by na prośbę innych duchów sprawić, żeby stwardniała.
Tak powstały Wyspy Japońskie, a wraz z nimi cały świat. Wówczas też, jak opowiada kronika Kojiki, Izanagi i Izanami zrodzili duchy ziemskie — opiekunów wiatru, zarośli, morza, deszczu i wielu, wielu innych. Jeden z nich, duch ognia Hinokagutsuchi, podczas swych narodzin tak dotkliwie poparzył swoją matkę Izanami, że „w boskim majestacie odeszła z tego świata".
Niby grecki Orfeusz, zrozpaczony Izanagi poszedł za nią do Krainy Ciemności, lecz przerażony widokiem, który tam ujrzał, rzucił się do ucieczki. Zhańbiona tym tchórzostwem Izanami posłała za nim w pogoń Yomo-tsu-shikome, Potworne Jędze Ciemności, by sprowadziły go znów do niej. Aby je zatrzymać, Izanagi rzucił za siebie upinający mu włosy grzebień, z którego powstały winogrona. Jędze chciwie rzuciły się na nie, a Izanagi po wielu innych przygodach dotarł wreszcie nad zatokę, gdzie odbył rytualną kąpiel.
Z części jego odzieży, którą odrzucił wchodząc do wody, zrodziło się wiele ważnych dla Japończyków bóstw, a w trakcie samej kąpieli powstała m.in. świecąca na niebiosach Amaterasu-omikami i porywczy Takehayasusa-no-o. Ten kłócił się ciągle z siostrą, która zyskała na niebiosach najwyższą władzę (jest ona oczywiście symbolem słońca) i pewnego razu obraził ją do tego stopnia, że ukryła się w grocie, niosąc światu wieczny mrok, i dopiero fortel bogini Ame-no-uzume — orgiastyczny taniec na obróconej do góry dnem kadzi przy akompaniamencie śmiechu ośmiu milionów duchów — wywabił Świecącą z ukrycia. Zaczepnego i kłótliwego Takehayasusa-no-o zesłano zaś za karę na ziemię, gdzie podczas walki z ośmiogłowym smokiem znalazł w jego ogonie „miecz tak ostry, że można nim było rozciąć najdrobniejsze ziarnko". Był to właśnie mityczny Kusanagi-no tsurugi, który Takehayasusa-no-o zaniósł w darze swej wielkiej siostrze, a ta wręczyła go z kolei swemu wnukowi o długim imieniu Amenikishi-kuninikishi-amatsuhiko-hikoho-no-ninigi, gdy zstępował on do Krainy Porośniętej Trzcinami (Japonii), by sprawować tam władzę.
Od tej pory miecz, obok dwóch innych darów bogini — spiżowego zwierciadła i „szczęścionośnych krzywulców", staje się insygnium władzy cesarskiej w Japonii, bowiem według Kojiki wnukiem boskiego wysłannika był pierwszy historyczny władca Japonii, cesarz Jimmu (660—585 r. p.n.e).
Choć urzekające baśniową poetyką prastare dzieje nieco wyprzedzają prawdziwą datę kolonizacji Japonii (bo tak te legendarne przekazy tłumaczą uczeni), cień miecza nad Wyspami Japońskimi jest niekwestionowaną rzeczywis-tością. Drugim „kolonizatorem" Japonii była sztuka. Kwitnące wiśnie nie są drzewem użytkowym, a ich owoce są niejadalne. Stały się jednak symbolem wyspiarzy, splotły się ze sztuką miecza, tak jak poezja z wojną.
Nie ma na świecie żadnego poza Japonią kraju, w którym miecz, oręż rycerzy wszystkich czasów, zyskał taki prestiż i szacunek. Takie stwierdzenie nie oznacza w żadnym razie, że kult miecza ominął średniowieczną Europę i inne cywilizacje azjatyckie. Jednak tylko w Japonii „kult chłodnej stali" stał się jednym z decydujących czynników stabilizacji i rozwoju zarazem, wyciskając piętno na charakterze całej narodowej kultury. „Noszenie go stało się wyróżnieniem, zaś przywileje z miecza płynące, czyny z nim splecione, sława biegłego nim władania, magia z nim związana, niewiarygodna wartość doskonałej klingi, wysoki prestiż ekspertów-kowali, rodzinne tradycje pietyzmu wobec tej broni, konieczność długotrwałych studiów dla oceny miecza — wszystko to nadało mieczowi (katana) wagę koncepcji niezwykłej".8
Nie od początku epoki samurajów miecz stał się synonimem żołnierskiego honoru. Początkowo mit wojownika zrodził legendę włóczni i strzały. W końcu jednak nie one, ale ów katana stał się „duszą" samuraja. Tak było już w okresie szogunów rodu Tokugawa, a do XX w. niewiele się w tym względzie zmieniło.
Z mieczem zrosło się życie samuraja, z mieczem jego śmierć. W rodach wojowników (bukę) momentem niezwykle ważnym była ceremonia pierwszej samurajskiej inicjacji, podczas której 5-letni chłopiec otrzymywał miecz-amulet (monori-gatama) w pochwie pokrytej brokatem, do której przytwierdzano kinchaku, rodzaj portmonetki. Punktem zwrotnym w życiu wojownika była uroczystość gambuku — inicjacja dojrzałości. Otrzymywał wówczas prawdziwy miecz i zbroję, układał włosy wzorem dorosłych, podejmował funkcje stosowne do swej rangi i pozycji w hierarchii, które wypełniał nie przestając doskonalić się w sztukach przypisanych stanowi żołnierskiemu. Czynił to rzetelnie i z oddaniem, wierząc, że w mieczu kryje się jego dusza.
Praktyka miecza była wspólna dla wojowników wszelkiej rangi. Wiadomo jednak, że wojskowa arystokracja miała zazwyczaj lepszych nauczycieli i więcej czasu na doskonalenie sztuki władania tą bronią. Zwyczajni bushi (wojownicy) zbyt wiele mieli obowiązków w służbie wojennej, by mogli się pokusić
0 współzawodnictwo. Biorąc udział w wielu bitwach często jednak nie ustępowali arystokracji dzielnością i doświadczeniem w wojennym tumulcie, choć brakło im technicznej biegłości potrzebnej w pojedynku.
Mieczom oddawano w Japonii cześć boską, przypisywano boskie moce
1 magiczne zdolności znikania, latania i widzenia. Niezwykła rola miecza w integracji narodowej kultury japońskiej miała swe echa w sferze świadomości religijnej: mieczom nadawano miana kami, bóstw.
Historia państwa japońskiego wiąże się z mitologią miecza. Gdy w Europie armatnie kule spowodowały zmierzch sztuki miecza w XVI/XVII w., w Japonii zjawisko to wystąpiło dopiero w XIX w., a nawet wówczas katana przekształcił się w bambusowy kij spełniający nadal rolę oręża w sportowej walce. Relikty drogi miecza tkwią nadal w nowoczesnej kulturze japońskiej. I tak, jeszcze w naszych czasach samuraje szli do ataku z mieczami, mieczami rozwiązywano polityczne intrygi. W 1970 r. znany dramaturg Mishima popełnił mieczem rytualne samobójstwo, wyrażając tym protest wobec nowego, kilka zaś lat temu jeden z politycznych graczy ściął mieczem swego konkurenta w świetle telewizyjnych lamp.
Japońskie miecze stały się dla Zachodu, dzięki kinematografii, legendą o wielkiej sile oddziaływania, przypominając magię Ekskalibura na dworze króla Artura, Durandala z opowieści o rycerzu Rolandzie czy też produkty damasceńskich mistrzów. Przypomina o tym nowoczesna filmowa opowieść o cesarzu ślącym w darze prezydentowi Stanów Zjednoczonych najcenniejszą relikwię — miecz, a słynny Toshiro Mifune odgrywa historię samuraja ginącego w obronie jego honoru.
Kształt mieczy znany nam z kinowego ekranu był jednak produktem długiej ewolucji. Najstarsze wykopaliska ukazują prymitywne brązowe modele z VII w. n.e.; klingi były proste i jednostronne, wytapiane z jednej sztuki metalu. Późniejsze miecze z żelaza są również długie i proste, co odróżnia je od średniowiecznych, na końcu lekko zakrzywionych. W okresie Nara (VIII w.), prawie jednocześnie z pojawieniem się pierwszych wielkich buddyjskich sekt w Japonii, zjawiają się w tym kraju pierwsze miecze obosieczne — także proste, bogato zdobione, podobne do prastarych, obrzędowych mieczów Nepalu, Tybetu i Chin.
Jak we wszystkich tradycyjnych rejonach kultury, widać tu wpływ mistrzów chińskich. Chińskie słowo chien (miecz obosieczny) jest modelem dla japońskiego ken, zaś chińskie dao (centralna kategoria taoizmu) stworzyło podobno
japońskie to (miecz o jednym ostrzu), a oba razem dały początek nazwie katana. E. Gilbertson stwierdza, że nazwa najstarszego miecza japońskiego, tsurugi, pisana była tym samym znakiem pisma chińskiego, co ken.
Choć historia kształtu tej broni rozpoczyna się w Kraju Kwitnącej Wiśni od ostrza zjedna tylko krawędzią sieczną, którą z kolei zastąpiła klinga obosieczna, by dać potem miejsce zakrzywionemu, stalowemu mieczowi jednosiecznemu, legenda głosi, że zakrzywiony miecz o jednym ostrzu (katana) zrobił Amakuni rozrywając ken na dwie części. Było to podobno w czasach cesarza Mommu (697—707). Faktycznie jednak zakrzywiony kształt klingi był znany dopiero w końcu XI stulecia.
Wśród typów zakrzywionego na końcu ostrza, wywodzonego to od miecza obosiecznego, to od pradawnego ken, najstarszy wydaje się długi, ciężki miecz wojenny stosowany tylko w trakcie bitew, zazwyczaj zaś noszony w marszu przez pachołka, zwany jintachi. Pochodzący od niego tachi sięga długością 3/4 m. Zawieszany w pochwie na ozdobnym, podtrzymującym zbroję pasie ostrzem do dołu, przekształcił się w katanę zatkniętego za pas ostrzem do góry. Późniejszy zwyczaj noszenia dwóch sterczących ku górze mieczów stał się z biegiem lat symbolem pozycji i przywilejów samurajskiego stanu. Dłuższą klingę miał katana, krótszą — wakizashi. W trakcie wojen w początku średniowiecza ten pierwszy zastępował ponad 2-metrowy miecz wojenny (daikatana), drugi zaś (wakizashi) mierzył około 40 cm i służył jako pomoc tak w walce jak i w trakcie rytualnego samobójstwa seppuku. Znany z filmów samurajskich sposób noszenia obu mieczów po tej samej stronie to moda późniejsza — katana zatykany za pas po lewej i tamże włożony wakizashi, rękojeścią skierowany bardziej ku centrum brzucha.
Miecze podtrzymywały specjalne rodzaje sznurów, zaś sposoby ich wiązania, zależne od typów zbroi, były szczegółowo opisane. W trakcie podróży miecze chowano w pokrowcu zakrywającym nie tylko całą klingę, ale i rękojeść. Bogacze nosili je w pudłach (katana-zutsu). Zgodnie ze zwyczajem, długi miecz wyjmowano podczas wzajemnych wizyt samurajów czy też w gościnie u seniora, przekazując go w „godne ręce" lub pozostawiając w „honorowym miejscu", biorąc jednak zazwyczaj ze sobą wakizashi jako „anioła stróża".
Zarówno długie jak i krótkie miecze miały szereg odmian. Chisa-katana to miecz średniej długości używany na dworach, groźny w rękach możnych. Tanto i hamadashi to dwa sztylety różniące się od siebie rodzajem gardy. Specjalną klingę miał yori-tochi o mocy przebijającej zbroje. Himogatana to rodzaj sztyletu z doskonałej stali, kozuka to noże ukryte w pochwie wakizashi, kagai to rodzaj szpilki pozostawianej w ciele zabitego jako znak rozpoznawczy.
Sława japońskich mieczów jest efektem wysiłku i poszukiwań wielu pokoleń płatnerzy. Ich pracę uznawano za świętą i nadawano jej uroczysty charakter. W procesie produkcji miecza uczestniczyć mieli bogowie, a przeszkadzać — potężne demony. Dlatego wykuwaniu broni towarzyszyły różne praktyki magiczne:
„Ubrany w uroczysty strój, w małym kapeluszu yeboshi wkraczał do kuźni przegrodzonej słomianą liną (shimenawa) ze zwisającymi na niej gobei, amuletami odstraszającymi złe, a zapraszającymi dobre duchy. Gdy Munechika stracił pomocnika w trakcie kucia miecza koritsune, asystował mu w tym trudnym dziele bóg Inari-sana".11
W kuźniach praktykowali sztukę kucia miecza nie tylko bogowie. Zdarzało się to również cesarzom. Mikado Gotoba (1183—1198) nie tylko wykuł klingę pod okiem mistrza Ichimonji Norimune, ale i patronował pracy 12 najznakomitszych kowali, kupując od nich najlepsze miecze.
Rozkwit płatnerstwa przypada na wiek XII i XIII. Powstały wówczas rody mistrzów Kanehira, Sukehira, Takahira z Bizen, Yoshiie, Arikuni, Kanenaga z Kioto i inne. Rodziny owych płatnerzy przez kilka następnych stuleci zaświadczały swą obecność, umieszczając swój znak na ostrzach mieczy. Do tej grupy można dołączyć znaki twórców kling najwyższej jakości: Masamune, Yoshimitsu i Yoshihiro.
Proces produkcji miecza był długi i złożony, a sama praca ulegała ewolucji. Rozróżnia się więc klingi stare (koto) i nowe (shinto), za granicę podziału uznając rok 1596. Niewiele wiadomo o sekretach produkcji tej broni, bo religijna aura rytuału stanowiła jakby rygiel tajemnicy nie znanej poza generacjami kowalskich rodów. Eksperci rozpoznają klingi po detalach, bo technologie produkcji nieraz się różniły. Ich sekret i szczegóły chroniła święta przysięga składana bogom przez syna w obecności ojca. Podczas najważniejszych czynności kowal pozostawał w kuźni sam, a w niezwykłej sytuacji produkcji miecza przy świadkach — nie pozwalał im się zbliżyć. Eksperci miecza opowiadają tu historię mistrza Masamune, który uciął rękę kowalowi pragnącemu zbadać temperaturę wody, w której hartowano miecz.
Przekonani, że w ostrzu odzwierciedla się dusza płatnerza, Japończycy unikali kling ludzi niezrównoważonych. I tak, miecze utalentowanego ucznia mistrza Masamune, urodzonego w 1341 r. płatnerza Muramasy, przynosiły rzekomo nieszczęście z powodu jego gwałtownego charakteru, raniąc złośliwie potomków rodu Tokugawa. E. Gilbertson pisze,12 że gdy w bitwie pod Sekigaharą Nagatake ciął mieczem Todę Shigemasę, rozłupując mu za jednym zamachem i hełm, i czaszkę, a Tokugawa Ieyasu zapragnął potem obejrzeć tak świetny oręż — skaleczył się w trakcie badania broni i orzekł, że musi to być klinga produkcji Muramasy. Okazało się, że miał rację.
Przeciwieństwem „mieczów-wampirów", oręża chciwego krwi i przynoszącego nieszczęście nawet swym właścicielom, były katana niosące szczęście i długowieczność. Zwano je hinken, a dawały podobno także bogactwo i potęgę.
Technologia kucia klingi wiązała się z wytopem i odpowiednim doborem gatunków metali czy ich stopów, z poszukiwaniami stali i piasku najwyższej jakości. Jedna z metod polegała na oplataniu żelaznego pręta niezliczonymi warstwami stali zanurzanej po każdym etapie kucia w wodzie i oleju o odpowiedniej temperaturze. Powstawała w końcu sztaba złożona z kilku milionów warstw splecionej i skutej z sobą stali, przekładanej warstwami żelaza. Masamune stosował jednak metodę tsukuri, używając tylko stali.
Najtrudniejszą czynnością nie było samo wykuwanie klingi, ale jej hartowanie. Obłożone częściowo gliną ostrze krążyło wielokrotnie między ogniem a wodą o różnych temperaturach. Potem ostrze gładzono na polanym olejem kamieniu, powtarzając ową czynność ponad sto razy przez 50 dni. Gdy klinga zyskała należytą ostrość, mistrz składał na niej podpis i przypalał go, by nie zardzewiał.
Nagim ostrzem zajmowali się teraz inni eksperci, twórcy rękojeści i pochwy. Broń wspólnie wyprodukowana zyskiwała tak wielką wartość estetycz-no-użytkową i finansową, że wymagała specjalnego świadectwa oficjalnych, uznanych ekspertów (mekiki). Ów certyfikat, zwany ori-kami, pisany był na specjalnym, wydzielanym przez szoguna papierze, a zawierał dane o imieniu i miejscu zamieszkania producenta klingi, jej długość i charakterystyczne znaki rozpoznawcze, a także wycenę wartości. Ekspertyzy te stały się przywilejem rodzin tak znanych, jak klan Honani, ceniony za wiedzę o mieczu od IX w. Pisemne stwierdzenia zaczęto jednak wydawać dopiero od wieku XII.
Obok tej oficjalnej niejako umiejętności kwitła sztuka medytacji nad deseniem hartu klingi, który podziwiano i ze znawstwem kontemplowano. Owa medytacja stała się rodzajem rytuału, zyskując specyficzną etykietę. Komplementy dla swych mieczy zbierał gospodarz domu równie łakomie, jak piękna kobieta wyrazy uznania dla swej urody. Sposób oglądania kling i kolejność ich prezentacji były ustalone w każdym detalu. Wyciągano je z pochew stopniowo, ale nigdy do końca. Ustawiano je tak, by odbijały światło, wiedząc, że tylko w pewnym usytuowaniu wobec słońca odsłonią ukryte sekrety. Z czasem wartość użytkową zaczęto traktować jako drugorzędną. Miecz współczesny stał się przede wszystkim dziełem sztuki, a przy tym — dobrą lokatą kapitału.
Piękno mieczy i zbroi wielkich bohaterów sławiły pieśni i poematy, a sztuka filmowa udostępniła samurajski etos Zachodowi. Sukces „Rashomona" w Wenecji (1950) i inne festiwalowe przeboje Kurosawy przypomniały światu, że kultura Japonii może dawne treści wyrazić w nowoczesnej formie artystycznej. Zainteresowanie czasami samurajów spowodowało w dużej mierze modę na produkty japońskiego rynku, od samochodów po komputery. Tak więc ów splot bojowej biegłości i wielkiej artystycznej wrażliwości mistrzów miecza — do bitwy idących z ukrytym pod hełmem strzępem wiersza, malujących pejzaże i praktykujących medytację rytuału parzenia herbaty — charakterystyczny w pewnych okresach dla rycerzy-filozofów, zatriumfował nad czasem nie dzięki sztuce walki, ale głównie dzięki sztuce upamiętniania kunsztu niezrównanych mistrzów miecza. Miecz cesarza Antoku zginął w głębinach oceanu, ale poemat o nim pozostał. Tysiące mężnych ekspertów miecza spotkało w walkach śmierć zadaną ręką bieglejszą od ich wprawnej dłoni. Nadal jednak co roku kwitną na wyspach wiśnie, namalowane z pasją przez tych, którzy odeszli z mieczem w dłoni.
Wnikając w kulturę Japonii, dostrzegamy więc charakterystyczną dwoistość
spektakularne, pokazowe okrucieństwo grup wzajemnie się zwalczających i delikatność poezji haiku, subtelność pejzażu sumi, urzekający rytm zwiewnego ruchu picia herbaty. Świątynie niby odlatujące ptaki, ogrody jak bukiety kwiatów mają za sąsiadów masywne, kamienne posągi Buddy i żelazobetonowe wieżowce. Olbrzymi sumatori kocha ikebanę, ciężkozbrojny samuraj śni o lekkości gejszy. Pokochawszy swe wyspy, mieszkańcy musieli polubić wulkany i pożary, wojny i huragany; zawsze spodziewali się, że morze lub niebo ześle im nagle potwory. Tragedie Hiroszimy i Nagasaki stanowią nowoczesną wersję widma totalnej zagłady, branej pod uwagę jako możliwy wariant przeznaczenia od początku powstania owej filozofii hartowania ducha przetrwania. Nadludzką twardość i nieugiętość psychicznej konstrukcji Japończyka łagodzi jego artystyczna wrażliwość i to ona właśnie budzi naszą sympatię.
Japończycy, jak rzadko który naród, mają niekwestionowany smak plastyczny. Malując niebo, góry, morze, wypatrują jednak automatycznie, czy nie sfrunie ze słońca stalowy ptak, czy zza grzbietów spienionych bałwanów nie wynurzy się obca flota, czy górami nie zatrzęsą obce demony lub rodzime, podziemne smok;. Nad tym wszystkim góruje miłość życia trwającego nawet w śmierci:
Choć pałac w Shiga nad spokojnym jeziorem dawno już w gruzach, krzew wiśni na podwórcu jak zawsze stoi w kwiatach.13
Rasa japońska — stwierdza w swych pracach Karl von Dürkheim 14 —jest delikatna i wrażliwa, z natury podlegająca nastrojom piękna i urokom estetycznych smaków. Los zesłał jej wojny i huragany. Dlatego wynalazła praktyki doprowadzające ciało i ducha do niespotykanej, ogromnej odporności. Owo hartowanie jest jednak wtórne. W głębi ducha każdy samuraj jest poetą i miłośnikiem pięknej, japońskiej przyrody, a wojnę traktuje tak jak marynarz sztormy. Symbolem hartowania dziecięcej, delikatnej natury mieszkańca Krainy Kwitnącej Wiśni jest samurajski miecz, pełen magii i mocy, którą traci, gdy dotknie go ktoś niepowołany. Takie skalanie żąda śmierci zuchwalca lub przypadkowego przechodnia.