Reklama
Przygody Strażaka Sama
odzież sportowa
skoki
orbitrek
Nie gwintowane wiatrówki dla hobbystów
piłki sportowe dobrej jakości
baseny ogrodowe
kulki
A A A

ELDORADO SAMURAJÓW

Obserwując na gruncie kultury nowoczesnej kolejne fascynacje modą na azjatyckie praktyki bojowe, od powojennej ekscytacji judo poczynając, kończąc zaś na eksplozji kung fu we wszystkich niemal sferach kultury młodzieżowej, stwierdzam powtarzające się paradoksy. Kolejne generacje odkrywają coraz to inne dyscypliny walki Wschodu po raz pierwszy, ale sposób ich lansowania, tak w sferze świadomości potocznej jak i w masowych środkach przekazu, wydaje się wskazywać na korzystanie z doświadczeń poprzedników. Karate szermuje hasłami z pionierskich czasów judo, kung fu przybiera kształty proponowane, ale nie zrealizowane przez karate, podkreślając związki z naturą i opierając się na prastarej chińskiej filozofii. Paradoksowi pierwszemu towarzyszy drugi: im wyraźniej podkreśla się tradycyjny, prastary rodowód danej sztuki walki, tym bardziej korzysta się z nowoczesnych środków technicznych. Umiarkowane w tym względzie judo sięgało do filozofii budo, ale lansowało ją bez przesady, w kontekście sportowej walki. Egzaltacja kung fu wiązała się z rewolucją wideo, „sekrety" propagował co drugi zespół znajdujący się na liście przebojów — gestykulacja, a nawet całe układy kung fu weszły w skład reklamowych choreografii. Kunszt piosenkarza coraz bardziej wymagał chińskiej akrobatyki, dawno wykraczając poza wymiar tradycyjnej gestykulacji. Elementy tai chi odnaleźć można i teraz w awangar­dowych baletach, w zbuntowanym teatrze, aikido staje się „żywą scenografią" kabaretów. Trzeci paradoks odkrywa młodzież w trakcie treningu każdej ze sztuk walki. Prowadzona mniej lub bardziej tradycyjną metodą nauka ukazuje system ruchu w swej istocie bardzo nowoczesny. Studiując rzeczy dalekie i egzotyczne, adept każdej dyscypliny bojowej odnajduje prawdy swojskie i bliskie, to co powstało dawno temu gdzieś w dalekiej Azji, wydaje się wiedzą przyszłości. Prawa ruchu, sposób wykorzystania grawitacji, techniki i metody kształcenia uwagi, budzenia wrażliwości zmysłów, nabywania mądrości w konfrontacji z przeciwnikiem, a wreszcie umiejętności potęgowania własnych mocy tak poprzez maksymalne poznanie energii ciała, oddechu, krzyku, jak i przez wzmocnienie odporności ducha — wszystko to przypomina bardziej filmy science fiction niż historię. Lokalne praktyki, egzotyczne sekrety powstałe w zakamarkach Azji, kojarzą się z cywilizacją kosmicznej ery, z wiedzą supernowoczesną w swej istocie, tak w ruchach jak w ich teorii. Każda z bojowych praktyk azjatyckich ma swych propagatorów w Ameryce i Europie. Kolejne fale zderzają się ze sobą, mieszają się techniki, style, filozofie. W tyglu nowoczesnej kultury dawna wiedza bojowa Azji zyskuje modne przybrania i najczęściej podawana jest w formie łatwo przyswajalnej, lekko strawnej papki, atrakcyjnej, ale mało wartościowej. Proces ten nie omija i Polski. Przybywają więc do nas przedziwni, nieco spóźnieni goście, egzotyczni prorocy tradycji bojowej Wschodu. Odkrywają ziemie obiecane azjatyckiej przeszłości, ucząc jednak tego, co kojarzy się z gimnastyką przyszłości. Jest jednak charakterystyczne, że owi „chińscy sifu" i, japońscy samuraje" przyjeż­dżają z Zachodu, z krajów o najwyższym stopniu technologicznego rozwoju. Jesteśmy więc świadkami ostatniego, tylko dla nas charakterystycznego parado­ksu: nasza pielgrzymka na Wschód, do źródeł wiedzy bojowej Azji, prowadzi szlakiem Kolumba. Uczymy się judo, karate, kung fu najpierw od zachodnich mistrzów, z europejskich czy amerykańskich podręczników rekonstruujemy to, czego nie dowiedzieliśmy się drogą bezpośrednią od owych instruktorów.'A co najistotniejsze, przenosimy na polski grunt mechanizmy rozwoju właściwe dla struktury (reklamy, stylu bycia) różnych krajów Zachodu i czynimy to najczęś­ciej w sposób automatyczny, zaszczepiając między stylami i szkołami animozje charakterystyczne dla zachodniej konkurencji. Echem owego „polskiego paradoksu" jest spłycenie przesłania Orientu. Jak kiedyś Ameryka i Stary Świat stały się dla Azjatów „eldoradem samurajów", w którym szukali szybkiego wzbogacenia mistrzowie i szarlatani różnych dyscyplin dawnej wiedzy bojowej, tak dziś owym eldoradem staje się kraj nad Odrą i Wisłą. To przekonanie potwierdza „zmowa milczenia" ludzi, którzy znają historię ekspansji orientalnych sztuk walki. Młodzież polska odkrywa więc w aurze „supernowości", właściwej pierwszym fascynacjom Orientem na Zachodzie, rzeczy już dawniej w kulturze nowoczesnej odkryte, eksplodujące na Zachodzie już w pierwszych latach drugiej połowy naszego wieku. Anglik, Amerykanin czy Francuz widzi w owym zapatrzeniu Polaków, powierzchownym i niezbyt wnikliwym zwrocie ku Wschodowi, prowincjonalność, zapóźnienie, wtórną imitację dawnej, dziś już z lekka tracącej myszką mody Zachodu. Spragnione heroicznych modeli, poszukujące nowej, nie zakłamanej ekspresji, odkrywające nową tożsamość generacyjną pokolenie polskich nastolatków odkrywa inspirac­ję wyjałowionej wyobraźni w kolejnych, coraz to innych sztukach walki, które lansuje zmienna, kapryśna moda. W ten sposób różne systemy wiedzy bojowej zachowane przez tradycje Azji stają się rodzajem zabawki, szybko nudzącej się, odrzucanej, zastępowanej inną, a trening rzadko osiąga poziom, na którym przestaje być zwykłym „szpanem", nieautentyczną maską, ucieczką od nudzącej szarzyzny codzienności. Od pierwszego dnia praktyki podkreśla się efekty teatralne, wiedzę sekretną, wtajemniczenia, styl życia — choć w gruncie rzeczy nie realizuje się tego. Czy też sztuki walki są zwykłym mamidłem, fatamorganą sprag­nionych, ziemią obiecaną szarlatanów? Czy pielgrzymka do źródeł ludzkich mocy odkrytych daleko, w tajemniczych regionach Azji, nie jest igraniem z odbitym w lustrze światłem? Odpowiedź nie jest prosta ani łatwa. Nie wystarczy w wymyślny sposób machać nogą, a owym ruchom nadawać obco brzmiące nazwy, by trafić na trop prowadzący ku rozwiązaniu zagadki, jaką stanowią „praktyczne filozofie" — orientalne praktyki walki.